Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Star Wars: Agent Imperium - Żelazne Zaćmienie

Świat Gwiezdnych Wojen – szczególnie tych nazywanych obecnie Legendami – był niezwykle rozbudowany i nie chodzi tu tylko o różnorodność postaci, planet czy obcych ras. Chodziło mi o wykorzystywane tu motywy, mieliśmy chociażby książki z zombiakami. Więc czy zaskoczy kogoś, że ktoś pokusił się przenieść Jamesa Bonda do tego uniwersum?

Ale spokojnie, nie lękajcie się nie pojawi się tu prawdziwy James Bond, ten stworzony przez Iana Fleminga. Oto moi państwo on, Jahan Cross – agent wywiadu imperialnego. Nie oszukujmy się, jest to kropka w kropkę 007. Tylko taki gwiezdnowojenny 007. Na szczęście wizualnie nie jest on podobny do któregokolwiek filmowego Bonda, ale poza tym drobnym szczegółem… No James jak żywy. Ma gadżety, piękne przedstawicielki płci pięknej, żyje na krawędzi ku chwale jej króle… a, ku chwale Imperium! Cóż, można ten pomysł pokochać albo go znienawidzić. Jeśli wybierzemy drugą opcję, to czytanie tego komiksu nie ma najmniejszego sensu. Jeśli natomiast spodoba nam się ta idea, to komiks będzie dla nas dobrą rozrywką. „Żelazne Zaćmienie” już nawet brzmi jakoś tak po bondowemu, prawda? Sama fabuła jest iście zerżnięta z Bonda. Nasz agent kończy jedną misję – której finał oczywiście musi nieszczególnie podobać się przełożonemu – i od razu dostaje nowe zadanie. I tu pauza, w roli takiego M widzimy dyrektora Imperialnego Wywiadu, Armanda Isarda, ojca znanej z serii „X-Wingi” Ysanny Isard. Fajny ukłon dla Expanded Universe. Nasz kosmiczny 007 po odprawie udaje się do swojego Q, który daje mu sprzęt – który zazwyczaj oddaje uszkodzony. A potem w drogę, ku gwiazdom!

Nie chcę się tu zbytnio rozpisywać jeśli chodzi o fabułę, bo jednak powinniście poznać ją sami. Jest to dość ciekawe połączenie, w sensie Bond i Gwiezdne Wojny. I naprawdę nie miałem nic przeciwko takiemu eksperymentowi. Ba, nawet mogę powiedzieć, że polubiłem Crossa i chętnie bym jeszcze poczytał o jego perypetiach. Na pewno scenarzysta, John Ostrander – nazwisko znane fanom komiksowych Star Warsów! – nie jest człowiekiem pozbawionym wyobraźni. Jego bondowski agent Imperium ma ręce pełne roboty, ma jakieś swoje rozterki i demony przeszłości, ale też oczywiście w trakcie wykonywania misji musi zaprzyjaźnić się z płcią piękną. Autor odrobił pracę domową i nie serwuje nam tu bredni, poza Isardem pojawia się chociażby Sektor Korporacyjny (z „Przygód Hana Solo) albo Iaco Stark (postać z komiksu „Wojna nadprzestrzenna Starka”), więc brniemy w EU i robimy to dobrze. Fabuła jest dobra, trzyma w napięciu, mamy kilka twistów fabularnych. Czyli klimat agenta 007 przeniesiony na karty komiksu w stopniu bardzo dobrym. Mamy tu pościgi, strzelaniny, wytrawne przyjęcia i galowe stroje, aż w końcu starcie z Wielkim Czarnym Charakterem.

Za ilustrację odpowiada duet Francuzów Stéphane Roux i Stéphane Créty. I radzą sobie dość dobrze, ich ilustracje cieszą oczy. Oczywiście nie są to rysunki, po zobaczeniu których wydałem z siebie ciche lub głośne och i ach, ale jednak cieszą oczy. Dah’lis Stark, powabna Nautolanka prężąca się w wannie wygląda dość ponętnie Elli Stark równie ponętnie prezentuje swoje zgrabne nogi widoczne w wycięciach sukni… już nie wspominając o jej dekolcie. Od razu widać, że faceci to rysowali, prawda? Ale przecież Bond u swego boku miał piękne kobiety, więc dlaczego nasz gwiezdnowojenny odpowiednik ma być gorszy? Momentami duet Stéphane’ów radzi sobie gorzej, momentami lepiej ale przecież najważniejsze, że (prawdopodobnie) dawali z siebie wszystko.

Podsumuję: zasada „nie przepisuj słowo w słowo tylko coś zmień” zastosowana w tym komiksie sprawdziła się moim zdaniem bardzo dobrze. Kosmiczny agent specjalny radzi sobie bardzo dobrze, w moim odczuci na tyle dobrze, że powinno być go więcej. W sensie kolejny tom albo jakaś mini-seria… kto wie, może Marvel/Disney to doceni i zrobią coś podobnego w nowym świecie, znaczy w Nowym Kanonie. John Ostrander pisząc ten komiks odwalił kawał solidnej roboty i za to propsy. Graficznie nie ma rewelacji ale jest utrzymany dość przyzwoity poziom. I ten poziom na szczęście nie kuje w oczy, niektóre wpadki rysowników albo nie rzucają się w oczy albo są tak błahe że nawet ich nie widać na pierwszy rzut oka. Ale tak czy siak, pomysł na Imperialnego Bonda był udany. Cieszę się, że przeczytałem ten komiks. I także Was zachęcam do przeczytania o agencie Imperium.

Dengar

Star Wars: Agent Imperium - Żelazne Zaćmienie
Scenariusz: John Ostrander
Rysunki: Stéphane Roux, Stéphane Créty
Przekład: Jacek Drewnowski
Stron: 120
Cena: 49,99 zł

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.