Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 20 i 27.12.17

avalonpulse0.png

W ostatnim w tym roku numerze Avalon Pulse dostarczamy Wam minirecenzji z ostatnich dwóch tygodni 2017 roku. W środku znajdziecie opinie nie tylko o kontynuacji Generation X, Old Man Logan i X-Men: Blue, ale także o pierwszym numerze Marvel 2-In One i setnym Tales of Suspense. Dodatkowo nieco obszerniej omawiamy także Phoenix Resurrection i X-Men: Grand Design.


scenariusz: Christina Strain
rysunki: Amilcar Pinna

Krzycer: Teraz, gdy wiadomo już, że seria zmierza do końca, mam tylko nadzieję, że scenarzystka dostała okazję, by jakoś to porządnie zamknąć. Mam też nadzieję, że Marvel da jej jakąś inną serię, bo Gen X jest zaskakująco dobre. Przede wszystkim Strain świetnie korzysta z continuity i daje swoim bohaterom mniej-więcej po równo do roboty. 
Strona typowo superbohaterska wypada słabiej - poza M-Plate, która jest tu dobrym wyjątkiem (i idealnym villainem do tej serii - patrz "korzystanie z continuity"), przewinęło się tu paru randomów (Purifiers, Piper) i niewiele z tego wynikało. 



scenariusz: Ed Brisson
rysunki: Mike Deodato Jr.

Krzycer: ...czemu? Jasne, finał próbuje nam sprzedać tę rezurekcję jako wysmakowaną zemstę na Loganie, ale Logan napatoczył się na plan Gorgona kompletnym, absolutnym przypadkiem. Nie mam bladego pojęcia po co Gorgon wskrzesił Scarlet Samurai. Jest tylko kolejną nindżą z mieczem. 
Poza tym: znowu, jak co miesiąc. Poza siwizną nic nie odróżnia tego OMLogana od oryginału. A biorąc pod uwagę, o co w tej historii chodzi - kogo wskrzesił Gorgon - to wręcz powinna być historia oryginalnego Logana. 
Ale przynajmniej rysunki są ładne. 



scenariusz: Cip Zdarsky
rysunki: Jim Cheung

Bla-Bolt: Trzy sprawy. Czemu to się zwyczajnie nie nazywa Fantastic Four. Czemu się przejmować śmiercią rodziny, kiedy wiemy, że tak nie jest i nie wiem czemu, ale miałem wrażenie, że postacie też o tym wiedzą. I czemu świetny rysownik jest tylko na dwa numery. 
W każdym razie to najlepszy Doom od kilku lat, najlepszy Thing od kilku lat i najlepszy Human Torch od kilku lat. Emocje, klasyka. Wszystko pięknie zagrało. Śliczne, ciekawe otwarcie. Czekam na więcej.



scenariusz i rysunki: Ed Piskor

Krzycer: Nie miałem pojęcia, czego się spodziewać po tej miniserii. Wydawała mi się dziwnym pomysłem. Potem posluchałem długiego wywiadu z Piskorem i stwierdziłem, że coś w tym może być. 
A teraz jestem po prostu pod ogromnym wrażeniem. Tak, to jest po prostu retelling historii X-Men - ale retelling inteligentny, czerpiący z mnóstwa źródeł (w jednym wypadku - X-Men Evolution), dokonujący wielu zgrabnych zmian, dzięki którym to wygląda jak historia, która ma ręce i nogi. A nie jak historia, która naprawdę ukazała się w druku - zbiór przypadkowych, przeczących sobie komiksów autorstwa różnych ludzi, które ukazały się na przełomie kilkudziesięciu lat. 
Przechodząc do konkretów - zgrabnie wypada wyeliminowanie Lucyfera (bo kto pamięta takiego cudaka? Po co on miałby tam być?) i przedstawienie paraliżu Xaviera jako przypadkowej konsekwencji odnalezienia klejnotu Cyttoraka przez Caina. Wprowadzenie Feniksa jako siły, która dąży do połączenia z Jean już "teraz", całe lata przed tym, jak w końcu do tego dojdzie, dodaje historii dramatyzmu. Podobnie jak przedstawienie Jean reszcie zespołu w finałowym momencie akcji. 
Jest tu sporo rzeczy, które spokojnie mogłyby zostać nadpisane w kanonie, bo wypadają po prostu ciekawiej. A jednak... strasznie żałuję, że ten projekt skończy się gdzieś na początku lat 90. Z jednej strony dlatego, że znowu mamy do czynienia z fetyszyzacją zamierzchłej przeszłości (a to przez nią flagowym tfu tfu tytułem o mutantach jest teraz X-Men Gold Guggiego). Z drugiej dlatego, że po prostu chciałbym zobaczyć lata, powiedzmy, 1990-2010 przepisane w formie takiej spójnej narracji. Spokojnie znalazłyby się wątki, które można by uczynić osią takiej historii. 
W sumie kto wie, może Marvel zaproponuje Piskorowi kontynuację kiedyś. A tymczasem - dostaliśmy dziwny, unikalny komiks, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. 
Rysunki nie przypadną wszystkim do gustu, ale w końcu nigdy nie podobają się wszystkim.


scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Travel Foreman

Rodzyn: Spore zaskoczenie. Sięgnąłem głównie z ciekawości, jak w praktyce wyjdzie pomysł na połączenie w jednej historii Hawkeye’a i Winter Soldiera szukających odpowiedzi na pytanie, czy Black Widow naprawdę zginęła w trakcie Secret Empire. Zaczynamy historię z perspektywy Clinta Bartona i Matthew Rosenberg prowadzi go nie gorzej niż dotychczasowi scenarzyści Łucznika. W połowie dołącza do niego Bucky i widać, że w kolejnych numerach może rozwinąć się tu ciekawa relacja między nimi. To dobra sensacyjna historia, która w połączeniu z rysunkami Travela Foremana i pięknymi kolorami nakładanymi przez Rachelle Rosenberg jest tytułem, którego kolejnych numerów w nowym roku naprawdę wyczekuję. Mam wrażenie, że Matthew Rosenberg w końcu w Marvelu zaczyna pisać swobodniej i ciekawiej, oby wyniknęły z tego kolejne ciekawe historie.  


scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: R. B. Silva

Krzycer: To było ciekawsze od poprzedniego numeru. Może dlatego, że fakt, że działania naszych bohaterów w tajemniczy sposób wypaczyły rzeczywistość 2099 w jej sto pięćdziesiątą trzecią odmienną wersję po prostu nie może robić takiego wrażenia, jak odkrycie, że te same działania w równie tajemniczy sposób kompletnie rozwaliły lata 90 - epokę, którą śledziliśmy w komiksach na bieżąco. 
A raczej "okolice roku 2010, może 2013", no bo sliding timeline - lata 90 są bliżej, niż nam się wydawało. 
Poza tym w tym numerze było sporo takich małych, zabawnych momentów. Jasne, może Jubilee mówiąca jak to "nie cierpi wampirów" była mało subtelna, ale za to Angel flirtujący z Husk był zabawnym nawiązaniem do najgorszego runu w historii mutantów. :) Podobała mi się również scenka z Bloodstorm, potwierdzająca, że zainteresowanie Cyclopsa jest odwzajemnione. 
Mam tylko nadzieję, że Bunn ma jakieś konkretne zakończenie w głowie. Jakieś wyjaśnienie tej całej zawieruchy z czasem, które będzie miało ręce i nogi. Że po trzech numerach skakania po różnych okresach coś ostatecznie z tej historii wyjdzie.


scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Leinil Francis Yu

Krzycer: To było dziwne. W bardzo dobry sposób. Podobają mi się chwyty jak z horroru - otwarcie nie próbuje przestraszyć czytelnika, ale widmowe dziewczynki i lewitujące dzieci ewidentnie zostały wzięte z horroru. A że dla obeznanego ze sprawą czytelnika (albo kogoś, kto właśnie przeczytał Grand Design #1) powiązanie tego wypadku z wypadkiem samochodowym małej Annie jest jasne - tym lepiej. (Komentarz Rachel o tym, że w pobliżu mieszkała jej rodzina ma nas naprowadzić na to, że dzieci pewnie lewitują dokładnie w miejscu, gdzie lata temu doszło do tego wypadku). 
Znaczenie kolejnych trzech lokacji już takie jasne dla mnie nie jest. Tzn nowojorski Hellfire Club - jasne, tam objawiła się Mroczna Feniks. Natomiast francuski klasztor i biegun północny już takich znaczeń nie mają... a przynajmniej ja nie potrafię tego rozgryźć. 
Co nie zmienia tego, że Phoenix Resurrection zaczyna się bardzo intrygująco i czekam na ciąg dalszy. 
No, to ja się już nachwaliłem, a teraz pora na przypierdalanie się do drobiazgów: 
- Rachel ma bez powodu nowy kostium. Niby wygląda jak jej strój Prestige bez peleryny i tych dynksów które miała na twarzy, za to z dodatkowymi kolcami, ale nawet wtedy wzór nie do końca się zgadza. 
- Zbiorowisko mutantów na briefingu. Ok, rozumiem, czemu większość postaci tam jest. Zakładając, że ekipa Astonishing kiedyś się formalnie ukonstytuuje, to tłumaczy nawet obecność takich postaci jak Rogue (która jest teraz Avengerką) czy Gambit i Bishop (którzy poza Astonishing zasadniczo nie należą już do X-Men). Ale Strong Guy? Shatterstar? Jasne, mogę to sobie no-prize'ować - np, "po upadku Tian część przebywających tam mutantów udała się do Instytutu", albo "PR zaczyna się w momencie, gdy zebrali się już nowi New Mutants z tej serii co wkrótce ruszy", ale wciąż jest to dziwne. 
Co więcej - jest to dziwne i niepotrzebne, bo kiedy już dochodzi do sformowania trzech zespołów, zasadniczo mamy do czynienia z grupami Gold z dodatkową Jubilee (której obecność nie dziwi, bo uczy obecnie w Instytucie), Blue z dodatkową Rogue i Weapon X z dodatkową Psylocke (i Wolverine, bo choć pojawiła się na łamach "Weapon X" to oficjalnie chyba do niej nie należy). 
- Diner w zaświatach. Znowu, mogę to sobie no-prize'ować - że to nie są prawdziwe zaświaty, tylko jakaś projekcja, którą martwa Jean sama sobie stworzyła. Zresztą kto wie, może przed końcem PR dowiemy się, że dokładnie tak jest. Ale jeśli to są zaświaty, to Banshee nie powinien tam być. Został wskrzeszony przez Bliźnięta Apokalipsy. X-Men trzymają go gdzieś w piwnicy, Beast miał pracować nad wyzwoleniem go spod wpływu Apocalypse Seed. On żyje. Nie wymagam od redaktorów Marvela, żeby wszystko ogarniali, ale mogliby od czasu do czasu zajrzeć na marvel wiki. 
- Kompletnie na marginesie, Yu rysuje najbardziej niepokojącego, oślizgłego Gambita jakiego w życiu widziałem. Wygląda jak starszy brat Toada. 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.