Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - New Avengers: Doskonały świat - Krzysiek Ceran


Stało się. Niesłychane, niewyobrażalne, niespotykane zło, które bohaterowie odwlekali, jak mogli, w tym tomie okazuje się nieuniknione. Dochodzi do zniszczenia wciąż żywej, zaludnionej Ziemi, by ocalić jej kosztem świat naszych bohaterów. To powinien być najmocniejszy punkt tej serii – czemu więc mam wrażenie, że Hickman sabotował swój komiks? 

Poprzedni album New Avengers przedstawiał wizje alternatywnych światów, w tym Ziemi chronionej przez postaci będące kopią bohaterów DC Comics. Kończył się zapowiedzią konfrontacji owych kopii z naszymi Iluminatami. Doskonały świat podejmuje wątek mniej więcej w tym samym punkcie. Pokazuje targanych wątpliwościami Iluminatów, spotkanie z grupą z alternatywnego świata, które szybko przeradza się w starcie oraz konsekwencje późniejszych wydarzeń. Wszystko to przetykane jest mniej lub bardziej istotnymi retrospekcjami pokazującymi m.in. przygotowania Iluminatów do konfrontacji. 

A kiedy przychodzi co do czego, jedna z Ziem zostaje zniszczona (nigdy nie zgadniecie która), konflikt Black Panthera z Namorem wchodzi w nowy etap, a gdy album się kończy, sytuacja, nazwijmy to, geopolityczna przechodzi diametralną zmianę. 

Więc jest to album ważny. Ale nie jest dobry. A raczej: nie jest tak dobry, jak powinien być. Częściowo ze względu na rysunki. Właściwie wszyscy trzech rysownicy nie do końca pasują do tak poważnego tytułu. Walker i Larroca lepiej się sprawdzają przy typowo rozrywkowej superbohaterszczyźnie. Schiti obdarza swoich bohaterów zróżnicowaną mimiką, ale jest ona przerysowana – bardziej by pasowała do scen humorystycznych. Tu mamy praktycznie wyłącznie sceny dramatyczne, ale rysunki nie przekazują właściwych emocji. 

Częściowo to kwestia zmęczenia materiału. Wydarzenia z tego albumu powinny nastąpić wcześniej. Poprzedni tom był straszną zapchajdziurą. Tak, czekałem, aż Iluminaci zostaną postawieni pod ścianą. Ale zostałem zmuszony, by czekać za długo, a w międzyczasie ich nominalnie dramatyczna sytuacja przestała mnie obchodzić. 

Częściowo wreszcie jest to kwestia poprowadzenia historii przez Hickmana. Wątek doktora Strange’a, zapoczątkowany w poprzednim albumie, prowadzi tu donikąd. Mamy powiedziane, że poniósł wielką ofiarę, ale nie widać tego ani nie czuć – no i ostatecznie nie ma to większego znaczenia dla fabuły. Nikt nawet nie komentuje tego, że zamordował na ich oczach grupę superludzi z innego świata. Jasne, możemy to sobie tłumaczyć kwestią skali – w końcu chwilę później zniszczona zostaje cała planeta. Ale w kulminacyjnym momencie Hickman robi co może, by bohaterowie wyszli z całej sytuacji z tak czystymi rękoma, jak to tylko możliwe w tej sytuacji. Wszyscy, poza Namorem – co jest najbardziej oczywistym rozwiązaniem, które autor mógł wybrać. Ma ekipę bohaterów, do której należy też postać, która przez całe swe istnienie jest albo antagonistą, albo antybohaterem. Któż więc, gdy przyjdzie co do czego, zniszczy świat? Namor. Czy ktoś jest zaskoczony? Nie sądzę. 

Oczywiście, zaskakiwanie odbiorcy nie jest najważniejszym zadaniem autora. Historia prowadzona po sznurku, przewidywalna od początku do końca, może być przyjemna w odbiorze. Tu jednak jestem przekonany, że Hickman miał możliwość sięgnięcia po zdecydowanie ciekawsze rozwiązania. 

To nie znaczy, że Doskonały świat nie jest wart uwagi. Jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego albumu już tylko dzięki temu, że w przeciwieństwie do niego zawiera istotne wydarzenia. Jest tu również sporo udanych pojedynczych scen, no i Namor jest poprowadzony znakomicie. Ponadto jest tu jedna z najlepszych scen w całym olbrzymim runie Hickmana, gdy chwilę po zniszczeniu Ziemi Iluminaci dostają informację, że za parę godzin dojdzie do kolejnej Inkursji. No i jest jeszcze ta końcówka, która – jak już pisałem – diametralnie zmienia sytuację i obiecuje ciekawe wydarzenia, które rozegrają się w przyszłości. 

I tu jest, niestety, pies pogrzebany. Po czterech tomach wydanych przez Egmont, kojarząc z oryginalnych wydań, dokąd seria zmierza – ostatecznie nie mogę się opędzić od wrażenia, że Hickman obiecuje ciekawe wydarzenia, ale albo do nich nie dochodzi, albo dochodzi do nich gdzieś poza kadrem. Jego wielki plan, pomysł na całą tę serię, jest ciekawy – ale wykonanie tego planu z tomu na tom zaczyna coraz bardziej szwankować. (No dobrze, to „z tomu na tom” to uproszczenie – dopiero co napisałem, że Doskonały świat jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego albumu.) 

Jeśli wystarczają wam ciekawe obietnice i dopowiadanie sobie ciekawych szczegółów – możecie śmiało sięgać po ten komiks. Ja mam co do niego coraz mniej cierpliwości. 

3/5 

Krzysiek "Krzycer" Ceran


New Avengers: Doskonały świat 
scenariusz: Jonathan Hickman 
rysunki: Valerio Schiti, Kev Walker i Salvador Larroca 
tytuł oryginalny: New Avengers Vol. 4: A Perfect World
zawiera: New Avengers vol. 3 #18-23 
rok wydania oryginału: 2014
liczba stron: 144
format: 165x255 mm
oprawa: miękka ze skrzydełkami
papier: kredowy
cena detaliczna: 39,99 zł 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji

Recenzje powiązanych komiksów

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.