Avalon » Publicystyka » Artykuł

Reakcja Atomowa #21 - Star Wars: Darth Maul #1




Star Wars: Darth Maul #1 
Scenariusz: Cullen Bunn i Chris Eliopoulos 
Rysunki: Luke Ross i Jordie Bellaire 
Kolory: Nolan Woodard  

Filmowy Darth Maul miał trochę szczęścia i sporo pecha. Szczęścia, bo nieźle się zaprezentował podczas swojej krótkiej bytności na ekranie. Większość fanów zgadza się, że był jedną z zalet "Mrocznego widma". Pecha, bo idiotycznie skończył. Stał i gapił się, jak Obi-Wan go zabija. Kiepski, frajerski koniec. 

Sprawiedliwość Maulowi chciało oddać wiele osób. Zaczęło się od krótkiej komiksowej historii wydanej w albumie Star Wars Visionaries (który nigdy nie był w kanonie, nawet tym starym), przedstawiającej starszego Maula z cybernetycznymi nogami, próbującego zemścić się na Obi-Wanie podczas jego wygnania na Tatooine. Potem parę razy mierzył się z innymi bohaterami – Lukiem, Vaderem i Starkillerem – czy to jako klon, czy to jako hologram, w różnych komiksach i grze "The Force Unleashed". Aż w końcu doszło do w pełni kanonicznego wskrzeszenia – i to we wciąż obowiązującym, nowym kanonie. Maul wrócił jeszcze w "Wojnach klonów", a nie tak znowu dawno okazało się, że żyje, ma się dobrze i spiskuje w "Rebeliantach", zaledwie parę lat przed wydarzeniami z "Nowej nadziei". Co więcej, historia ma niedługo zatoczyć pełny krąg – jeszcze w tym sezonie "Rebeliantów" Maul odnajdzie starego Obi-Wana na Tatooine, by stoczyć z nim kolejny, tym razem w pełni kanoniczny pojedynek. 

Biorąc to wszystko pod uwagę, muszę powiedzieć, że jestem rozczarowany tym, że najnowszy komiks Marvela zdecydował się pokazać nam Maula w czasach poprzedzających "Mroczne widmo". Trochę dlatego, że widzieliśmy to już na różne sposoby w starym kanonie, ale głównie dlatego, że Maul robi się ciekawą postacią dopiero po swoim wskrzeszeniu, gdy jako wykorzystane i odrzucone narzędzie Palpatine'a zaczyna spiskować przeciwko swojemu dawnemu mistrzowi. Wcześniej, jako jego uczeń, Maul jest... po prostu bezwolnym narzędziem. Jest dobrym wojownikiem, który niecierpliwi się, bo chciałby jak najszybciej podjąć walkę z Jedi, a Palpatine każe mu wiecznie czekać. I tyle. 

Przyjrzyjmy się wreszcie temu konkretnemu zeszytowi. Składa się z trzech scen akcji i jednej spokojniejszej oraz mnóstwa narracji Maula. Narracja Maula sprowadza się do tego, co napisałem w poprzednim akapicie. Ostatnia scena akcji prowadzi do właściwego zawiązania historii – Maul wpada na pewną informację, którą postanawia wykorzystać, by zrobić coś wbrew życzeniom Palpatine'a. I tyle, więcej tu nie ma. 

Co powiedziawszy – są to całkiem niezłe sceny akcji. Rysunki Luke'a Rossa są bardzo nastrojowe. Nie ma tu może kadrów, które miałyby robić ogromne wrażenie, ale warstwa graficzna jest co najmniej dobra. Jeśli coś mi pod tym względem nie pasowało, to chyba tylko widoczna pod kapturem twarz Palpatine'a – przyszły Imperator nie wydaje się tutaj taki pomarszczony, jak powinien. 
Jest tu również nienachalne spajanie świata – akcja toczy się w czasach prequeli, ale w otwierającej zeszyt scenie widzimy potworki z "Przebudzenia Mocy". Ot, taki detal, ale mnie ucieszył. Jest tu wreszcie pewien potencjał – Maul robiący coś wbrew woli Palpatine'a może być ciekawy. Po prostu nie mogę pozbyć się wrażenia, że Maul po "Mrocznym widmie" byłby dużo ciekawszy. Ale kto wie, może seria kiedyś przeskoczy w przyszłość? Przy czym najlepiej byłoby, gdyby pokazywała nam, co Maul robił między "Wojnami klonów", a "Rebeliantami", ponieważ w tym momencie jest to jedyny etap z życia postaci, którego dotąd w ogóle nie eksploatowano. 
No i wreszcie ostatnia uwaga – Maul w całym "Mrocznym widmie" wypowiada może pięć zdań. Biorąc pod uwagę, jak małomówną jest postacią, w tym komiksie jest zdecydowanie za dużo narracji. Z drugiej strony, w "Wojnach klonów" i "Rebeliantach" Maul staje się gadułą. Może zawsze miał bogate życie wewnętrzne. Może nie należy oceniać bezwolnego narzędzia po pozorach. 

Komiks zawiera również krótką, humorystyczną historyjkę Chrisa Eliopoulosa z rysunkami Jordie Bellaire, której głównym bohaterem jest robot zwiadowczy Dartha Maula – jedna z tych czarnych kulek, które wysłał, by latały po Tatooine i szukały Qui-Gona. Zajmuje tylko parę stron, zasadniczo można powiedzieć, że to krótkometrażowa wersja "Wall-E", tylko z gwiezdnowojennymi robotami. Jest dość urocza. Jedyne, co mnie zastanawia, to co do diabła taki dodatek robi w nominalnie mrocznym komiksie o Maulu. Bardzo kuriozalne zestawienie. 

Tytułem podsumowania – Darth Maul nie porywa fabularnie, co nie znaczy, że nie zrobi tego w przyszłości. Główny bohater jest przedstawiony jako siła natury, czy może raczej – jako ujarzmiona, ale wciąż dzika bestia, która testuje, jak długi jest łańcuch, na którym jest trzymana. Co może być ciekawe. Ba, liczę na to, że będzie. 
Ale jeszcze bardziej liczę na to, że seria kiedyś zacznie pokazywać starszego, ciekawszego Maula. 

Krzysiek "Krzycer" Ceran
   
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.