Avalon » Serie komiksowe » Agents Of Atlas » Agents Of Atlas #6

Agents Of Atlas #6

Agents Of Atlas #6

"Agents of Atlas" - part 6: "The Master Plan"

Postacie
Zapowiedź

Finał tej historii przynosi konfrontację z odwiecznym wrogiem oraz odpowiedzi na pytania o początki Human Robota. Wejdźcie razem z bohaterami do Świątyni Atlasa i odkryjcie tajemnice.

Cytat

Venus: "Hi, boys."
Bezdomny: "Uh... Hi."
Jimmy: "Gents, if you'll step aside, we have business in there."
Gorilla Man: "Mr. Woo means to say... Beat it, crackheads! Under you is the largest criminal operation in the world and we're going to hand them their asses."

Streszczenie

Mongolscy wojownicy próbowali bronić swej świątyni przed grupą Jimmy'ego Woo. Bohaterowie byli bardziej zajęci wyborem piosenki, jaką Venus oczaruje ich przeciwników. W końcu zdecydowali się na "I Get A Kick Out Of You" Cole Portera. Oczywiście zauroczeni Mongołowie natychmiast padli na kolana przed boginią.

24 godziny później, baza S.H.I.E.L.D., Mojave. Derek Khanata zdaje raport przed Duganem, opowiadając wydarzenia z ostatniej doby.

Według słów Wakandyjczka, Jimmy'emu udało się odczytać hasło otwierające drzwi świątyni. Brzmiało ono "Temujin". Wątpliwości Gorilla Mana co do znaczenia tego słowa rozwiał Khanata, wyjaśniając, że to prawdziwe imię Czyngis Chana. Jimmy'emu od razu skojarzyło się to z Yellow Clawem, wspominającym, iż "prawdziwe imiona to klucze". Zarządził powrót do świątyni o poranku.

Bohaterowie przed wejściem do świątyni spotkali dwóch bezdomnych, którzy natychmiast uciekli, wystraszeni przez Gorilla Mana. Przyjaciele zeszli po schodach i stanęli przed posągiem Atlasa. Jednak gdy Woo wypowiedział hasło, nic się nie stało, co oznaczało, że system zabezpieczeń został zresetowany. Odpowiadając na pytanie Namory, Jimmy wyjaśnił jej, że Golden Claw jest tytułem, nie imieniem, przy okazji uświadamiając sobie, jak brzmi prawdziwe imię ich wroga. Na słowa "mistrz Plan" wewnętrzna świątynia stanęła przed nimi otworem.

Dugan zgaduje, że chwilę później napotkali mongolskich wojowników, których zauroczyła Venus. Khanata potwierdza i kontynuuje swą opowieść.

Wewnętrzna świątynia okazała się dużo większa, niż początkowo przypuszczali. Gdy przez nią szli, Hale nagle zauważył niebezpieczeństwo. Niespodziewanie otoczyły ich płomienie. Nie był to zwykły ogień, gdyż jego działanie odczuła zarówno Namora, jak i Marvel Boy. Ostrzeżenie Hale'a wykorzystał jedynie Khanata, uciekając z piekła, jakie się rozpętało. Zauważył jeszcze, że moduł zasilający M-11 był rozgrzany do czerwoności. Już na zewnątrz usłyszał odgłos jego eksplozji, która pogrzebała wszystkich jego towarzyszy.

Derek kończy swoją opowieść. Jego zeznania potwierdza jeden z agentów, wskazując na wstrząsy sejsmiczne, które zarejestrowano w chwili wybuchu. Dugan nakazuje uznanie Woo i Hale'a za poległych na polu chwały. Odprowadzając Khanatę, pyta go, jak sobie radzi ze śmiercią grupy, z którą tyle przeszedł. Wakandyjczyk przyznaje, że bardzo szanował członków tej drużyny. Dum Dum stwierdza, że Jimmy chciałby odejść właśnie w ten sposób. Obydwaj dochodzą na dach budynku, gdzie czeka już latający samochód. Dugan informuje Khanatę, że jako członek kierownictwa S.H.I.E.L.D. będzie musiał przeprowadzić się do Nowego Jorku. Po chwili rozmowy Derek wsiada do samochodu i wdaje się w rozmowę z pilotem. Ten mówi, że bycie w kierownictwie oznacza dużą odpowiedzialność. Wakandyjczyk potwierdza, dodając w myślach, że bycie dowódcą niesie ze sobą wiele powinności. Jedną z nich jest okłamywanie swoich przełożonych.

Prawda o wydarzeniach ze świątyni bardzo różni się od tego, co Khanata przedstawił w raporcie. Jimmy zareagował w porę i rozkazał robotowi otoczyć wszystkich polem siłowym. Magiczny ogień, który zabił poprzednią grupę Woo, im nie zrobił najmniejszej krzywdy. Co więcej, poznali źródło płomieni, którym okazał się olbrzymi złoty smok, nazywający siebie panem Lao. Bestia powitała drużynę w świątyni. Hale po chwili rozpoznał po głosie, że smok był osobą, która wysłała go do Afryki na misję, która zmieniła go w Gorilla Mana. Co więcej, był wtedy w ludzkiej formie. Lao w odpowiedzi stwierdził, że kosztowało go to 600 lat uwięzienia. Walczył z potężnym dżinem w Maroku, po czym został uwięziony w jego lampie. Dopiero mistrz Plan był osobą, która uwolniła go, korzystając z pomocy największego czarownika tamtych czasów. Dzięki temu smok mógł pomagać Planowi w odbudowywaniu imperium Czyngis Chana. Okazało się, że organizacja ma za cel podtrzymywanie dynastii zapoczątkowanej przez mongolskiego władcę. Tym, co odróżnia ich od innych potomków Chana, takich jak Mandarin czy Fu Manchu, jest Sztandar Ducha Temudżyna, zrobiony z włosia jego wiernego rumaka. Artefakt może być trzymany jedynie przez prawowitego dziedzica Czyngis Chana. Obecnie jest nim człowiek wskazany przez mistrza Plana - Woo Yen Jet, czyli Jimmy. Woo został wybrany jeszcze gdy był dzieckiem, lecz jego rodzice w obawie przed Clawem uciekli do USA. Później, gdy bohater wstąpił do FBI, złoczyńca wpadł na pewien pomysł. Aby stworzyć legendę Jimmy'ego Woo i uczynić go cenniejszym nabytkiem dla Atlas Foundation, zaczął prowadzić swoją kampanię przeciwko Stanom. Tylko Jimmy mógł go powstrzymać, jednak Ameryka nie była gotowa na skośnookiego bohatera. Głos z tyłu stwierdził, że zamiast umieścić Woo na wysokim stanowisku, zagrzebali go w papierkowej robocie. Słysząc to Jimmy odwrócił się i zobaczył Yellow Clawa, leżącego w szpitalnym łóżku i podłączonego do medycznej aparatury. Starzec poprosił Jimmy'ego, by ten pomógł mu wstać, po czym wyznał obecnym, że obserwował ich cały czas oczyma robota. M-11 nie był jednak bezwolną marionetką, miał udział we wszystkim, co do tej pory się wydarzyło. Dokończywszy wyjaśnienia, Claw nakazał Jimmy'emu sięgnięcie po Sztandar Temudżyna i objęcie rządów nad dynastią. Woo wyjaśnił zdziwionym przyjaciołom, że zamierza przejąć władzę, gdyż ze środkami, jakie ma Fundacja będzie mógł uczynić wiele dobrego dla świata. Ujął po chwili płonący artefakt i smok mógł ogłosić go nowym chanem Wiecznego Imperium oraz dyrektorem Atlas Foundation. Gdy rytuał dobiegł końcowi, przyszła pora na Yellow Clawa. Starzec wyznał smokowi, że wątpił już, czy uda mu się znaleźć następcę. Pan Lao stwierdził, że każdy chan miał podobne zmartwienie. Oplótł językiem stojącego przy jego paszczy Plana. Ku zdziwieniu obecnych, stary chan został zgodnie ze zwyczajem pożarty przez smoka. Lao nie omieszkał wspomnieć, że najlepiej smakował Kubilaj [Wnuk Czyngis Chana. Jeśli ktoś nie uważał na historii, właśnie uzupełnił swoje braki. Ha, widzicie? Bawiąc, uczymy ;-) - przyp. Jaro]. Po innych ceremoniach nastał w końcu czas pożegnań. Bob wytworzył wstrząs sejsmiczny, który miał uwiarygodnić raport Khanaty. Ten po wymianie obietnic wzajemnej pomocy z Jimmym, postanowił jeszcze wyrównać rachunki z Kenem i jego pięść wylądowała na małpiej twarzy towarzysza. Ten cios jednak zdecydowanie bardziej zabolał Dereka, niż Gorilla Mana.

Podczas podróży latającym samochodem Khanata kontaktuje się z Black Pantherem. Wie, że władca jest ekspertem w sprawach genealogii, więc prosi go o wyjaśnienie, czemu jego nazwisko oznacza "dla chana" ["for the khan" - przyp. J.]. T'Challa opowiada mu o przodkach Wakandyjczyków, którzy podróżowali do Mongolii 8 wieków temu, dzieląc się wiedzą i zawiązując pakt o pokoju. Wskazując na przedstawiającą smoka ilustrację ze starej księgi, Panther wyjaśnia, że te powiązania są szanowane w Wakandzie do tej pory, chociażby przez nazwisko rodziny Dereka. Pyta podwładnego, skąd to nagłe zainteresowanie genealogią. Ten jednak pogrąża się w zadumie.

Świątynia. Rozpromieniona Venus oznajmia przyjaciołom, że Bob zdecydował się pozostać na Ziemi. Jimmy rozmawia z Namorą na temat M-11, podkreślając jego znaczenie dla nich. Królowa odpiera, że odkąd odnalazła robota na dnie oceanu, wiedziała, że jest ważny. Woo mówi, że według danych Marvel Boya, M-11 zabił swojego twórcę, by potem samemu zatonąć. Jednak jaka była prawda, wie tylko sam robot.

M-11 przypomina sobie dzień swojego uruchomienia. Powstał na zlecenie pana Lao. Jego wysłannik nakazał staremu naukowcowi ukończenie prac, gdy tylko uzbrojenie robota było gotowe. Twórca M-11 nie chciał jednak, by jego dzieło było bezmyślną maszyną do zabijania. Nie miał czasu na nic innego, kazał więc robotowi unieść ręce na wysokości swojej głowy, a następnie wytworzyć prąd o napięciu 20000 V. Umierając, naukowiec umieścił w swym dziele część własnej esencji życiowej, dając mu wolną wolę i uczucia. Tak narodził się M-11, Human Robot.

Autor: Jaro

Galeria numeru

Agents Of Atlas #6

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.